My tutaj wszyscy bleblamy o euroszopce, a Wyspiarze coraz bardziej mają dosyć szalejącego lewactwa. W wyborach samorządowych lewactwo zaczyna już tracić, Downing Street 10 zaczyna trząść się w posadach, zaś torysi są na fali wznoszącej. Jeśli wierzyc doniesieniom agencyjnym, to Gordon Brown być może niedługo będzie musiał podjąć męską decyzję i podać się do dymisji. To zaś oznaczać będzie, że David Cameron może otrzymać swoją szansę na przemeblowanie wewnątrz brytyjskiego układu sił politycznych.

Jeśliby doszło w Wielkiej Brytanii do przesilenia, zaś Cameron objąłby tekę premiera, to można byłoby spodziewać różnorakich rewelacji, włącznie ze wzmocnieniem sił konserwatywnych w Europie. To z kolei dla Brukseli oznaczałoby sformowanie się znaczącej przeciwwagi oraz osłabienie sił integrystycznych, włącznie z wyhamowaniem procesu przyjęcia eurokonstytucji. Nie jest więc wykluczone, że jakikolwiek rozpad UE w takim kształcie, jak jest obecnie, rozpocznie się nie z tej strony europejskiej wspólnoty, lecz że lont do tego podpalony zostanie przez  Wyspiarzy. Było nie było Brytyjczycy mają doświadczenie w rozmontowywaniu Imperium.

Na kanwie tego można myśleć, że jeśli lewactwo miałoby zostać w Europie przetrzebione, to jedyną polską szansą na jakiekolwiek wyzwolenie jest, by trzymać się prądu nadchodzącemu z Wysp oraz jak najsilniejsze jego wzmacnianie.