Właśnie zaczął się czwarty tydzień od zaprezentowania przeze mnie idei Klastrowo-Szkieletowej Sieci Inicjatyw Prawicy, O KIIP... do jasności oraz KIIP – zasady. Na kanwie tej idei odbyłem małą pogawędkęDarskim1, którą przypomnę.

(...) W jednym Autor ma racje - to kompletny brak woli walki na prawicy. Ludzie prawicy, jeśli już coś osiągną fuksem czyli na skutek błędów przeciwnika a nie swojej działalności, to 90 proc. czasu poświęcają na wzajemne zwalczanie się. X wykańcza Y, bo ten nie może mieć większych wpływów niż on, biegnie więc do Wybiórczej albo krzyczy, że Y czegoś nie można zrobić, bo Wybiórcza będzie wrzeszczała i poniesiemy starty. Y zostaje osłabiony odsunięty, inicjatywa zniszczona. Kiedy już X wykona zadanie Wybiórcza wykańcza go, bo jest niepotrzebny i tak w koło Macieju. Ludzie prawicy nie chcą nic zmienić tylko istnieć i najważniejsze żeby inni ludzie prawicy nie istnieli. Nie ma żadnego zespołu o wspólnych celach. Są tylko małe antyukładziki zażarcie walczące z sobą nawzajem, nie rozumiejąc, że za chwili wszyscy przestaną istnieć. Po drugiej stronie bezpieka pilnuje żeby był porządek, bo jak nie, to koniec, żadnych gescheftów. Brak woli walki, kunktatorstwo, brak zdecydowania i najważniejsze, żeby mnie wreszcie Ubekistan pokochał, zrobię wszystko - to są myśli przeciętnego działacza prawicowego. Czasem mam wrażenie, że gdyby ich zechcieli po drugiej stronie, to poczołgaliby się tam Co ci ludzie robią na po antykomunistycznej stronie barykady? - pisze Darski1

Moja odpowiedź jemu jest następująca.

No wreszcie przeczytałem coś, co jest też moimi odczuciami. Proszę zobaczyć, np. u mnie (na S24) w blogu pomysł Klastrowo-Szkieletowej Sieci Incjatyw Prawicowych (aka Klastrowy Integrator Inicjatyw Prawicowych). Na tej jakoby sprawicowanej platformie hostingowej, jaką jest S24, ktokolwiek z prawicy (poza FYMem) się tym zainteresował? A przecież pomysł stoi "jak byk") już ze dwa tygodnie i zero zainteresowania. Gdzieindziej jakieś ślamazarne przymierzania się do tematu, a co to oznacza, a dla kogo, a konkrety, a kto jeszcze, a może coś więcej, a nie teraz bo inne sprawy... itd. itd. A przecież moja koncepcja nie jest żadnym wymyślaniem prochu, jest podana, myślę, prosto, wyraźnie, z przykłądami, pokazuje wady i zalety, mówi czemu ma służyć, do kogo jest adresowana, jak z niej korzystać, co jest w niej ważnego itd. itd. Natomiast prawicowa brać stoi, się przygląda albo temat omija (był w ogóle jakiś odrębny wpis o tym*), może gdzieindziej, gdzie również założyłem ten temat jest parę uwag, komentarzy i zalążków pomysłów.

A wie Pan, jakby to było, gdyby ktokolwiek z lewicy (lub lieberałów) zaproponował swoją koncepcję dokopania prawactwu, podobną do mojej? Otóz:

Już pierwszego dnia, kiedy ona pokazałaby się, pod takim wpisem pojawiłoby się kilkadziesiąt komentarzy, uwag, sugestii, głosów krytycznych, oczywiście zwykłych jajec (rzucania błotem też), lecz tak naprawdę jakichś głosów merytorycznych. W tym samym dniu na wielu różnych zaprzyjaźnionych portalach, serwisach, blogach, forach itp. koncepcja taka zostałaby zalinkowana. Potworzyłyby sie wątki z tym tematem, na których pozostali internauci mogliby się zapoznać z tematem. Tam także zbieranoby komentarze, uwagi, sugestie, głosy krytyczne itp. W ramach takich platform wyznoczony byłby ktoś, kto to wszystko zierałby do kupy, systematyzował, opracowywał itd.

Następnego dnia, taki pomysł (ideę) wraz z komentarzami zostałby podesłany kilku naukowcom, zawodowo i merytorycznie zajmującym się podobnymi zagadnieniami z prosbą o uwagi, komentarz i próbę uporządkowania tematu. Jednocześnie byłby on coraz bardziej nagłaśniany, coraz więcej ludzi zaczęłoby się o tym dowiadywać, zaś "frontowcy" czekaliby na opinie ekspertów.

Mniej więcej po dwóch-trzech dniach od ekspertów wróciłyby opinie, podbudowane solidną merytoryczną diagnozą, przekrojową analizą, radami, wskazówkami itp. Jednocześnie poproszono by ich o monitorowanie tematu i w razie konieczności wprowadzanie korekt i modyfikacji. Nie ma co ukrywać, że ekspercka opinia zwrotna byłaby przygotowana w taki sposób, by każdy mógł zrozumieć głęboki sens proponowanych zmian, i zaprezentowania tematu tak, by każdy mógł to zrozumieć i się odnieść. W, tzw. międzyczasie "zaplecze" zaczęłoby organizować (w wyższych uczelniach, redakcjach, firmach wspierających itp.) grupy robocze wyznaczone do zajęcia się tematem i propozycjami.

W okolicach ok. tygodnia od zaprezentowania koncepcji, zostałaby ona już głęboko, szeroko i przekrojowo "skonsumowana" przez docelowe środowiska, w dodatku podbudowana merytorycznie i wzbogacona wskazówkami kierunkowymi.

Również w tym samym czasie o koncepcji, dyskusji, wstępnych kierunkach, rodzących się ustaleniach, dowiedziałaby się środowiskowa prasa, w której wyznaczony zostałby jakiś dziennikarz, który miałby się koncepcją "opiekować". Zacząłby się sprawie bliżej przyglądać, aż w końcu (tj. po ok. tygodniu-półtora) pojawiłby się pierwszy artykuł o koncepcji/inicjatywie. Byłby ona przedrukowywany, omawiany, komentowany itd. itp.

W blogosferze natychmiast rozpoczęłaby się dyskusja o tym artykule, przypomniano by sobie jak doszło do tego, że kocepcja powstała, jak się rozwijała oraz w jakim się miejscu znajduje. Zaś "zaplecze" intensywnie, metodycznie, korzystajac z ifnormacji zwrotnych, merytorycznie przygotowywałoby tych, którzy mieliby być wyznaczeni do "obsługi" danej koncepcji i jej wdrażania, rozwoju, udoskonalania, komunikowania się z opinią publiczną itd.

Mniej więcej pod koniec drugiego tygodnia "Stokrotka" w studio przemaglowałaby jakiegoś "salonowego" eksperta na okoliczność pomysłu. Tenże podniósłby jego rangę itd. itd. Zaś w pozostałych stacjach (telewizyjnych i radiowych) i kanałach informacyjnych o koncepcji zaczęto by coraz częściej mówić, ucząc tym samym elektorat jej znaczenia, celu, skutków, funkcji itd. itd. po to, by zaprogramować w nim pożądane i oczekiwane podejście do pomysłu i odpowiednich reakcji.

Po ponad dwóch tygodniach, przygotowane już byłobyby podłoże pod wdrożenie koncepcji w życie, i zaczęto by ją testować na jakichś wcześniej przepracowanych teoretycznie przykładach. Błyskawicznie zbierano by wyniki tych testów, które to wynniki poddane zostałyby ocenie przez ekspertów, zaś po paru dniach od otrzymania od nich opinii zdecydowano by o modyfikacjach i o dalszych kierunkach. No a dalej to toczyłoby to się wg. wcześniej już tysiąckrotnie scenariuszy. Jaki byłby efekt? Ano taki, że po ponad dwóch tygodniach od pojawienia się zarysu projektu byłby ona już wdrażany w fazie testowej, zaś dyskusja po co, dlaczego, kto itd. itd. bądź to w ogóle nie miałaby miejsca bądź szybko by zanikła.

Teraz dlaczego to wszystko? Ano dlatego, że abstrahując od tarć i animozji (zresztą wg. mnie pozorowanych) wewnątrz- i międzyśrodowiskowych (tj. pomiędzy lewicą, liberałami i ludowcami), na dźwięk hasła "DO-KO-PAĆ KA-CZO-ROM" znikają wszelakie podziały, orkiestra się błyskawicznie zestraja, każdy tam zna swoje miejsce w szeregu, i każdy rozumie co to oznacza "Wszystkie ręce na pokład!" I tak działa Ministerstwo Propagandy, arcymistrza Eryka M. Załapaliście już, czy czekacie na kolejną bohaterska klęskę?

 

Właśnie od wczoraj mamy na horyzoncie przedsmak następnych klęsk zarówno w wyborach samorządowych jak i krajowych parlamentarnych jak też i prezydenckich. Zaś nikt nie chce słyszeć o tym, że Szanowna Prawica winna się coraz bardziej rozszerzać i pogłębiać, jedynie zaś by dobrze bronić swojej oblężonej twierdzy. I chyba czeka na kolejną Bastylię. Rzecz w tym, że zgodnie z tezą Klasyka, "Historia nigdy sie nie powtarza, a jeśli już to jako swoja karykatura", jednak to wcale nie interesuje Szanownej Prawicy, która przeżuwa swoje pyrrusowe zwycięstwo.

Aha, i jeszcze, jeśli o ciągu dalszym mojego Integratora w wykonaniu lewactwa i leberalstwa mowa, to prawie po miesiącu od jego publicznego pokazania byłby on tam już kilkakrotnie przetestowany i coraz bardziej udoskonalany. Po prawackiej stronie dalej "skrzaty szczają do mleka".


* Tutaj powinien być znak zapytania.