Dzisiaj Sz. Kol. Rybitzky popełnił był całkiem sensowny wpis o metodzie zwiększania przez Prawo i Sprawiedliwość popularności wśród polskiej żakerii.

O tym, że Centrala PiSu powinna w końcu przestać chodzić "bokiem" koło ludzi młodych nie ma co kruszyć kopii, gdyż coraz bardziej staje się to oczywista oczywistość. Samo zaś liczenie na to, że tą część elektoratu się samoistnie zagospodaruje, gdyż wymusi to rzeczywistość, może okazać się syrenim śpiewem - zakończonym kolejną porażką podczas następnych kolejnych wyborów. Młodzi zdają sobie sprawę z tego, że Dostojne i Szacowne Grono Wielkiego PiSu ich ignoruje, wobec czego idą tam, gdzie mogą czuć się bardziej "dopieszczeni". Tym czymś naturalnie jest Platforma Obywatelska i któryś z odłamów lewicy. Ot zwyczajna młodzieńcza przekora. W istocie nie pozbawiona sensu, gdyż w oczach młodych uchodzi za obciach to, że do przejęcia są setki tysięcy głosów, zaś nie ma ikry, by o nie zawalczyć i je przeciągnąć. Mówiąc całkiem wprost, młodzi myślą kategoriami "Nie chcą nas, to niech spadają na drzewo." Jest w tym podejście do pewnego stopnia "handlowe", gdyż dla wielu młodych zagłosowanie jest swego rodzaju transakcją. Czyli, cos za coś. I teraz nawet, gdyby PiS miał owe "coś", co dla młodych mogłoby być atrakcyjne, to niestety, ale tego "coś" PiS nie potrafi skutecznie pozycjonować w tej grupie docelowej. Dlaczego? Ano dlatego, że nie jest na nią specjalnie zorientowany.

Zobaczmy. Przecież tak sztandarowe hasło jak lustracja jest do młodych fatalnie adresowane. PiS mówiąc o tym kontekstuje ten problem w kategoriach rozliczeń, miast wydobywać z tego szczególną szansę właśnie dla młodego pokolenia. Młodzi - pardon - widzą w tym kabaretowo-zapalczywe okładanie się przez nestorów "teczkami", co jako żywo przypomina walkę na laski pomiędzy dwoma staruszkami o miejsce w tramwaju. Nie ma chyba bardziej śmiesznego widoku niż właśnie coś takiego, a dla młodych ludzi jest to okazja do śmiania się w kułak z tak żałosnej draki. PiS mimo wszystko mógłby przeformułować aspekt lustracji w kierunku bardziej egzystencjonalnych kategorii, pokazując ludziom młodym to, jaka to masa szans się marnuje właśnie wskutek tak nierozwiązanego problemu. Młodym ludziom trzeba wyraźnie wytłumaczyć, o co w tej lustracji chodzi, jaki jest jej sens, jakie problemy usuwa oraz co może ona przynieść. Jeśli oni widzą samą "naparzankę", zaś nie łapią o co w tym wszystkim chodzi, to nie jest to ich wina lecz nadawcy przekazu. Oczywiście, nie chodzi również o to, by na użytek młodych cały problem trywializować, i obracać jego w kierunku tego, co może byś "fajne" lecz by pokazać im ciąg przyczynowo-skutkowy zachodzący pomiędzy życiowymi szansami ludzi młodych a rozwiązanym (bądź nie-) problemem lustracji. Przekaz ten, moim skromnym zdaniem, powinien brzmieć następująco.

Kochana polska młodzieży ucząca się i studiująca! Niedługo każdy z Was zacznie wchodzić w dorosłe życie, wybierać zawód, miejsce pracy, zakładać rodziny, tworzyć biznesy, robić karierę w różnych dziedzinach. To są, ma się rozumieć, rzeczy piękne, podziwu godne i takie, którym nieba należałoby przychylić. To będzie pokazywało (bądź już pokazuje) Wasz rozwój. I tak trzymać. Z tym wszystkim wiąże się tak trudny do opisania "pierwiastek", który nazywa się szansa. Ona bowiem nadaje w istotnym stopniu tą ludzka treść życia, która kreuje sytuacje dające nadzieję lub są jej pozbawione. I właśnie o nadziei i szansie jest tutaj mowa, gdyż od nich zależeć będzie Wasza pomyslność i Wasze dobre życie. By jedno i drugie osiągnąć należy dążyć do tego, by relacje międzyludzkie (tj. rodzinne, zawodowe, towarzystkie i każde podobnego typu i rodzaju) były jasne, pozbawione podtekstów i wiarygodne. Niestety, ale na tym wszystkim kłaść się cieniem może (a w zasadzie kładzie się) problem, który w życiu społecznym, politycznym a także gospodarczym nie został jak do tej pory rozwiązany. Tym czymś jest lustracja. Wiadomo, to pojęcie wywołuje u Was śmiech, jednak jak się dobrze nad tym zastanowić ono Was może dotykać zarówno bezpośrednio jak i pośrednio. I to nie tylko w skali jednego pokolenia. Popatrzmy.

Ilu z Was może być pewnymi tego, że przy równych kwalifikacjach, umięjętnościach i wiedzy, na dane stanowisko pracy nie trafi ten, który dysponuje wiedzą dyskrecjonalną o tym, który decyduje o zatrudnieniu? Ilu z Was moze być pewnymi tego, że w przyszłości zakładając i prowadząc firmę nie będziecie się spotykali z nierównym traktowaniem przez tych, którzy decydują o kontraktach, zamówieniach itp., a za którymi ciągną się pewne obciążenia i zaszłości? Ilu z Was może być pewnymi tego, że chcąc robić karierę i się rozwijać w takich lub innych dziedzinach będzie traktowanych tak jak pozostali przez tych, którzy będą decydować o tych karierach i tym rozwoju wyłącznie na podstawie przesłanek merytorycznych? A są to takie i tym podobne pytania wręcz fundamentalne, gdyż odpowiedzi na nie warunkują de facto szanse i nadzieję. Czasami, o ile nie przeważnie, takiego typu przesłanki, dające się określić, jako zdolność wywierania określonego wpływu poprzez umiejętnie stosowany nacisk, stanowią o sile przetargowej tego, który takimi możliwościami dysponuje. W efekcie tego może być całkiem zrozumiałe, że niezależnie od czyjegoś intelektu, zapału, wytrwałości, pilności tudzież wszelakich innych pozytywnych atrybutów, wygranym jest ten, który jakkolwiek w tym wszystkim jest zaledwie dostateczny, to dysponuje czymś, czego nawet najzdolniejszy absolwent może nie posiadać (lub zgoła nie posiada). Tym czymć jest bowiem cokolwiek specyficzny typ informacji o tym, który posiada zdolność decyzyjną i sprawczą odnoszącą się do różnorakich aspektów rozumianych jako szansa i nadzieja osobista, zawodowa lub ogólnie rzecz biorąc społeczna. Naszym celem, kochana polska młodzieży ucząca się i studiująca, jest by takim osobom wytrącić z ręki takowy oręż dwuznaczności, niedopowiedzeń i nieprzejrzystości. I to nie dla nas szczególnie lecz li i tylko w Waszym interesie. Zastanówcie się, i zdecydujcie się kogo chcecie popierać. Nas, dążących do takowego "rozbrojenia", czy też inncyh petryfikujących dane status quo.

Myślę zatem, że jeśliby Prawo i Sprawiedliwość tak zaadresowało swój lustracyjny przekaz do ludzi młodych, to nie wykluczone, że stąd mogłoby mieć ogromne poparcie, gdy zrozumieliby oni, że cel (oferta) jest poważny, merytorycznie uzasadniony i trafiający do najbardziej żywotnych potrzeb młodego człowieka, to jest dostania dobrej pracy, w której liczą się kwalifikacje, umięjętności, wiedza, zdolność do rozwijania się, uczenia a nie różnorakiego typu inne względy "dykrecjonalne". Pytanie tylko, czy w taki sposób PiS jest skłonny z młodymi ludźmi rozmawiać.

P.S. O innych aspektach programu PiS, które winny być adresowane do ludzi młodych, można by się również rozwodzić. Problemem jest tylko to, czy PiS chce się właśnie wśród nich widzieć.