Na kanwie notki, pt. Prawdomówność blogera, oświadczam, że w jakimś stopniu wykreowałem hipotetyczny opis hipotetycznej postaci, którą nazwałem doktor Mirosław.

Nie mogłem przypuszczać, że na opis ten (podkreślany w moim tekście i moich komentarzach) nastąpi aż tak żywiołowa i nerwowa reakcja jednego z blogerów, który pewne moje frazy, jak widać, bezzasadnie wziął do siebie. Skąd się wzięła taka głęboka autoidentyfikacja z pewnymi moimi frazami, to trudno jest mi to ocenić. Zaprawdę powiadam, jeśli wykreowanej przeze mnie postaci doktora Mirosława nie można utożsamiać z osobą tego blogera, to rzeczą w najwyższym stopniu zdumiewającą jest intensywność reakcji owego blogera na całą sytuację.

Czyż może to mi można w takiej sytuacji cokolwiek zarzucać? I dlaczego?

EDIT:

Używanie przez owego blogera wobec swojego przeciwnika frazy o jego "zbydlęceniu" jakoś kojarzyć się może ze światem wytatuowanych subkultur, ochroniarzami z mordowni czy też zwyczajnie osobnikami werbalizującymi komunikat: "F... y...!".